poniedziałek, 22 września 2008
diky za każde nove rano...
Jeżeli kogoś pokusi o to, by w książce poszukać kobiecych piersi, to powinien wziąć azymut w księgarni na półkę, na której powieści Pawlowskiej postawili. Tyle, że to nie ta z prozą pornograficzną.
Unikając wielkich słów
Sięgałam po tę opowieść, nie ukrywam, z wielkim zaciekawieniem a jednocześnie obawą. Niewiele jest na rynku powieści/opowieści o miłości lesbijskiej. Opowieść, które byłyby „historią prawdziwą”, które by miały status opowieści, a nie „ciekawostki zoologiczno – socjologicznej”. Niewiele. A właściwie nie przychodzi mi do głowy żadna inna. Poza tą, o której właśnie piszę: AIMÉE I JAGUAR. HISTORIA PEWNEJ MIŁOŚCI, BERLIN 1943.
środa, 27 sierpnia 2008
Eliade nie tylko eseje był i pisał...
1938 rok. Wiosenny wieczór, Wielkanoc. W siedemdziesięcioletniego profesora uderza piorun.
Teoretycznie powinien zginąć na miejscu. Ale Dominik Matei przeżywa. Jeszcze
bardziej zadziwiający jest fakt, że pod wpływem wyładowania elektrycznego,
odzyskuje młodość. Ale najbardziej niezwykłą rzeczą staje się jego pamięć,
która odkrywa przed Dominikiem Matei pokłady informacji i wspomnień, z jakich
sam sobie sprawy nie zdawał. Lekarze zaczynają się interesować niezwykłym
przypadkiem młodego starca. Zainteresowanie to podziela również rumuński wywiad
oraz naziści, szczególnie ci, którzy zajmują się badaniami nad
nieśmiertelnością... Dominik Matei, profesor łaciny i włoskiego w prowincjonalnym liceum, niedoszły orientalista, zostaje wplątany w szpiegowską intrygę i musi uciekać, by ocalić swoje życie i swoje wspomnienia... Opowiadanie „Młodość stulatka”, Mircea Eiade, wybitny rumuński indiolog, filozof i religioznawca, napisał w 1976 roku podczas wycieczki po Egipcie. Czyta się je jak powiastkę detektywistyczną. Konstrukcja pozwala się zachłysnąć wątkiem sensacyjnym. Połyka się haczyk i spada w dół... na głowę niemal że. Trzydzieści lat później budzimy się, obok leży profesor Matei i ma tak samo głupią minę. Przegapiliśmy coś? A jakże! Całe życie. Opowiadanie, jak słusznie zauważa w posłowiu Ireneusz Kania, oryginalnie zatytułowane jest „Młodość bez młodości” i właśnie ten tytuł najtrafniej i najkrócej ujmuje wieloznaczną i wielopłaszczyznową interpretację tego krótkiego tekstu. I właściwie można by powiedzieć: to, co rozumiesz pod pojęciem „młodość bez młodości”, będzie twoją odpowiedzią na pytanie „o czym jest ta opowieść?”. Ponieważ, jakby nie patrzeć, jest to opowieść filozoficzna zadająca najprostsze pytania. Podobnie – jest to opowieść o stracie i poszukiwaniu. Bohater, nie ma nic, jest u schyłku życia ( przynajmniej on tak twierdz) skończył siedemdziesiąt lat i jedyne co go spotyka to zaniki pamięci. Dla intelektualisty z niespełnionymi marzeniami i ambicjami oznacza to tylko jedno – najwyższy czas popełnić samobójstwo. Profesor jedzie więc do Bukaresztu, w kieszeni ma kopertę ze strychniną i zamierza ją połknąć nad rzeką. Los – a może „Ktoś”? – decyduje jednak inaczej. Matei dostaje drugą szansę. Po pierwsze może wszystko – i jeszcze więcej - sobie przypomnieć, po drugie może przeżyć jeszcze raz młodość. Jak w baśni. I jak w baśni – także i tu ma to swoją cenę. Ukochane osoby umierają lub ciężko chorują. Ceną za ich życie jest zapomnienie o Dominiku. Sam Matei fenomenalną pamięć przypłaca tajemniczymi i niebezpiecznymi surrealistycznymi snami oraz ciągłym życiem w ukryciu i przymusowymi podróżami. Ma ponownie młodość i jednocześnie jej nie ma. Miał kiedyś młodość – ale ją zmarnował zadręczając się swoją „przeciętnością”. Dostał drugą szansę i jakby za sam fakt jej dostania musiał już odpokutować. A przecież wcale sobie tego nie życzył. Chciał wiedzy, chciał znać chiński i być wybitnym orientalistą. Czy chciał nieśmiertelności? Chyba nigdy tego tak nie określił. Ale jednak określił. Można w „Młodości Stulatka” szukać tęsknot Fausta, można i wątków rumuńskiej baśni o księciu, który wyruszył na poszukiwanie wiecznie młodego „życia bez śmierci”, ale można poszukać tu i siebie. I na pytania Eliadego znaleźć przede wszystkim własne odpowiedzi. Mircea Eliade "Młodość stulatka" USPRAWIEDLIWIENIE
usprawiedliwiamy się za półroczną nieobecność program "POCZYTALNIA" wraca na fale RADIA AFERA 98,6 (Politechnika Poznańska) WWW.AFERA.COM.PL w niedzielę 14.09 - we wrześniu - wyjątkowo o 15.00 szanowna Anik, Anik! zwana wcześniej Kinderciaz opowiadać będzie we wrześniu a od października komentować pisemnie rzeczywistość z perspektywy zabudowy miejskiej stołecznego miasta Czech - w skrócie Pragi. ZAPRASZAMY!!! POCZYTALNIA - REAKTYWACJA
sobota, 05 stycznia 2008
po deszczu
ulice po deszczu, są takie
błyszczące, jedyne co mi przeszkadza to ewentualna śliskość bruku, można sobie
zęby wybić przez przypadek, jak Kuzyn niegdyś, poślizgnął się i pół szczęki do
wymiany, w sumie to chyba bardziej przez służbę zdrowia, jakoś im się nie
śpieszyło, przynajmniej tak Kuzyn twierdził, ale z nim to wiadomo, a w sumie to
nie wiadomo, on zawsze narzeka i marudzi i ciągle mu krzywo, krzywo i krzywo,
ulice też nie są proste, ta Wodna na przykład, wcale nie jest prosta jak
strzała, posiada pewne zakrzywienia i hmm punkty przegięcia, jak w paraboli,
topologia może, coś jak szkoła lwowska, topologia i zakrzywienia przestrzeni
czy jakiejś tam takiej, no tej, płaszczyzny, ale by mnie Jola zjechała, za to,
już ją słyszę, jak można zapomnieć podstawowych terminów matematycznych,
dziewczyno, ja filozofię studiuję, po diabła mi topologia, ale ci panowie, co
to we Lwowie siedzieli przy winie przy stoliku w latach dwudziestych, latach
trzydziestych, zawsze byłam ciekawa jak wyglądały takie kabarety i te słynne
lata dwudzieste, lata trzydzieste może tyko na zdjęciach można już tylko to
zobaczyć, jak i żydowski Poznań, jak te fotografie, reprodukcje na wystawie, i
Wodna inaczej wyglądała, i te kamienice i Muzeum Archeologiczne, nie cierpię
tego koloru, wściekły łosoś, wściekła krowa i pryszczyca może jeszcze, całe
szczęście, że Stary Rynek, to jeszcze się komponuje jak cię mogę, jakby to Jola
rzekła, ciekawe co robi teraz, pewnie znów się biedzi nad jakimiś kartkówkami,
pieprzona reforma oświaty i biurokracja niedorobiona, jak rany, już nie długo
mnie to czeka, zmienić myśl, zmienić, nie mogę, to mnie wkurza, a w Frippie
grają coś nowego, ciekawe czy będzie mnie kiedykolwiek stać na te winyle,
pewnie nie, ale co tam, pomarzyć można, kołysze się ładnie, ta melodia, Za
Kulisami już otworzyli, świece się pala w oknie, za barem pewnie leją piwo z
sokiem imbirowym, ale to lepsze niż taki ot Gingers, słodki napój piwopodobny,
jak to określił Czarny, żeni się za miesiąc, aż ciężko uwierzyć, stary
punkowiec, aż dziwne, jaka go chciała, no nie ty, no nie chciałaś, nawet wtedy,
gdy prosił, księżyc na niebie, pomost na jeziorze, sceneria jak z bajki, a ten
się nachyla z tym swoim irokezem ufarbowanym na fioletowo i szepcze czułe
słówka, w sumie ten film był fajny, lubię Shirley McLane, dawno nie widziałam
jej filmu, czułe słówka, a jak się tylko nachylił, to od razu można było co i
ile wypił powiedzieć, sceneria jak z bajki, ale te butelki, i to po czym, po
jakimś patyku, w sumie szybko wchodził i szybko schodził, i się nachyla i
szepcze te czułości i czułostki, że lubi, że kocha, że może byśmy byli razem,
że może bym mu dała, ja się pytam co, bo wino to mi się już kończy, a on
Marysiu, jak bym chciał, Marysiu, nie Ginger, Marysiu, jakby zapomniał z kim
gada, i dalej, Marysiu na zawsze, ja mu na to Czarny zapomnij, nie wygłupiaj
się, Marysiu, twoje rude loczki mi się po nocach śnią, bo zbuntowałam się
któregoś dnia i się przefarbowałam, matka na mnie pół wieczora krzyczała, a
ojciec się w ogóle nie odzywał przez tydzień, tylko fajka za fajką, Czarny nie
palił, wtedy jeszcze nie, Kuzyn go później nauczył, chyba na pierwszym jakimś
spędzie kapel, ja nie pojechałam, coś tam miałam innego, cholera, mokre
kamienie, ależ ta kostka boli, no tak to jest Młoda jak się zamyślisz i nie
myślisz, sama chciałaś, w sumie nie, ładna ta nowa kafejka, przypomina trochę
tę, w której byłam z Krzychem na pierwszej randce, ależ to był matoł, już
Czarny z tymi tanimi winami był lepszy, o, a tam znowu ta panna, ładną ma parasolkę,
sama w sobie dziwna, ładne ma też włosy, mam nadzieję, że nie zaczepi mnie tak
jak ostatnio, jakaś taka mocno zakręcona jest, jak ta kostka boli, rany,
ubezpieczenia nie zapłaciłam, kretynka, ładnie, wieczór, Wodna i skręcona
kostka, trzeba mieć nie równo pod kopułą, pod nogi się patrz a nie w gwiazdy na
niebie, dziadek to zawsze powtarzał.
piątek, 04 stycznia 2008
Królowa poskramia
Za chwilę ukaże się nowy tom esejów Herty Muller. Nie miałem go jeszcze w rękach, ale już nie mogę się doczekać! Wprowadzając, przypominam poprzeni zbiór jej tekstów. To już trzy lata od jego polskiego wydania! „Ojczyzna jest tym co zostaje powiedziane.” To zdanie Jorge Semprúna, które Herta Müller przytacza w eseju otwierającym polski wybór jej prac. Zdanie to w pełni odzwierciedla tematykę opisaną w dziewięciu esejach przedstawiających prywatną, a zarazem polityczną autobiografie pisarki. Herta opisując swoje dzieciństwo spędzone w rumuńskiej wsi, represje jakich doznawała ze strony reżymu Ceausescu, a w końcu przymusowe przesiedlenie, czy jak kto woli ucieczkę i życie na niemieckiej emigracji przede wszystkim opisuje swój język. Ciągłe inwigilacje, przesłuchania, groźby, najścia, śmierci kolejnych przyjaciół zawężając świat rzeczywisty, nakładając na każdego kaganiec strachu, coraz bardziej skracając jego smycz powodowały alienację, chęć ucieczki. W ten sposób prześladowani znajdowali się na wyspach. Sama Herta dyskryminowana jako niemiecka mniejszość, podwójnie stygmatyzowana jako dziecko ze wsi stawała się potencjalnym wrogiem totalitarnych władz państwowych. Strach wyzwalający w niej chęć ucieczki kierował ją w sferę wyobraźni. Tylko ta pozostawała dla niej samej. Zewnętrzne milczenie będące częścią jej języka. Absurd i kpina jako jedyne środki obrony wyzyskiwane do granic możliwości. Absurdalne skojarzenia partyjnej nowomowy rodzące niepokojące pomysły, chęć ich rewindykacji. Niekończące się przeglądy pamięci, w której przeszłość nakładająca się na teraźniejszość wzmagała polifonię myśli, w których odnaleźć można ucieczkę, brak, w który można się schować. „Skoro w rumuńskim nie ma słowa na określenie topielca, bezpieka nie może mnie utopić. [...] to pozbawione słowa miejsce w rumuńskim słowniku miałam przed oczami niczym tajne drzwi.[...] Zniknę, schowam się w tę lukę.” (100-101). Tak zaczyna się słowna ucieczka pisarki. Odkrywając lukę zaczyna dostrzegać brak referencji w słowach i desygnatach, ich nieodpowiedniość lub różnice spowodowaną różnymi dialektami czy językami. W fantomowym świecie, w którym każdy poszukuje fetysza ucieczki, bloczków z pokwitowaniem, futerału na akordeon, wódki, dla Herty takim fetyszem staje się język i poprzedzające go milczenie. Konstruując kolejne słowne kolaże odkrywa potencjał słów wyrwanych z kontekstu ich głębię i dziwność. Pisanie otwierające sferę międzysłowną, „ustawia łóżko w lesie, krzesło w jabłku [...dzięki niemu], torebka staje się większa od miasta, białko oka większe od ściany”, nakłada ciężar wyborów, cięć jakie zastosować musi demiurg stwarzający świat, który choć tworzony na podobieństwo swoich przeżyć, pozostaje od nich odmienny, uwikłany w nowe. Tak swoje eseje konstruuje Müller. Pisze w nich, że w literaturze szuka zawiesistości, paralelności odsyłającej jej myśli daleko od niej samej. Im więcej takich miejsc ucieczki, zamyślenia, tym lepiej, tym mniej płycizn. Eseje Müller pozostają językowym kłączem, oplątującym jej historie w dziwiące się sobie słowa czy paradoksalne określenia, takie jak sercątko czy król opisujące władze przez oswojenie. Obok motywu milczenia i włosów pozostają one emblematyczne dla jej prozy. Król kłania się i zabija to historia kobiety wychowanej na archipelagu. To historia jej walki z władzą/strachem, jej podróży, w której bez względu na polityczny czy geograficzny stan zawsze pozostawała na „wyspie”, w odosobnieniu, bowiem „u nas” istniało tylko w milczeniu, mowa zawsze zdradzała pochodzenie, obcą przynależność. Stawała się granicą rozdzielającą wieśniaków, miastowych, władze, mniejszości, emigrantów. Król... to w końcu historia, w której tytułowy bohater abdykuje na rzecz kobiety, dopasowuje się do jej świata, historii splecionej z języka utkanego przez jej pamięć, która pragnąc doświadczyć prawdy, „musi między słowami, które nas nic nie obchodzą, odnaleźć te istotne.”Herta Muller, Król kłania się i zabija, przeł. Katarzyna Leszczyńska, Wołowiec 2005.
czwartek, 03 stycznia 2008
mamy: dwa-zero-zero-osiem
Poza tym, że styczniową zimą przychodzą wyższe rachunki, że w sklepach są wyprzedaże i inwentury, to przychodzi Nowy Rok – taka subiektywna panorama pierwszego tygodnia stycznia.I zasadniczo – pierwsza „Poczytalna” niedziela stycznia to taki spis zysków i strat – ależ przecież! - W krainie książki większość spraw oczywiście jest in plus.Zatem spis zysków – i prawidłowo mówiąc/ pisząc – oczekiwań i marzeń na temat tego, co zaoferować mają zamiar wydawnictwa nasze wszystkie ulubione.Podobnie – z nowym rokiem – nowe nagrody – czyli już 8 stycznia dowiemy się, jakiż to pisarz zostanie obdarowany Paszportem „Polityki”.
Kogo typujemy „poczytalnie”? - a proszę w niedzielę ustawić radyjo na 98,6 MHz i o 16.00 słuchać,
|